Fragmenty książek

 

 

 

  • Zobacz wszystkie | Strony: 1 2 Następna »
  • Niewierność nad wiernościami

    Fragmenty książek

    Andrzej Coryell Niewierność nad wiernościami (fragmenty):

     

    PRZEZNACZENIE


    Przeznaczeniem Boga zawsze będzie człowiek.

    ***
    Silniejsze od bogów jest ich przeznaczenie.

    ***
    Brak przeznaczenia też jest przeznaczeniem.

    ***

    Jak ślimaki, przekonane, że tylko dźwigają swój dom, a nie miejsce straceń, gdzie zostaną sobą nafaszerowane, z dodatkiem przypraw i sosu, tak i my dźwigamy nasze przeznaczenie, na czyjąś radość.

     

     

    SUMIENIE

    Budzą mnie co rano ćwierkające i śpiewające wyrzuty sumienia.

    ***
    Miał czyste sumienie, a wyrzuty gdzieś indziej.

    (czytaj dalej –>)

  • W młodych latach

    Fragmenty książek

    Krystyna Sar W młodych latach (fragment)

     

    Ciągle jeszcze miewam dni, kiedy dopada mnie tęsknota za moim krajem. Do raczej spokojnego, w zasadzie nieagresywnego sposobu bycia, do tego, jak ludzie się ze sobą obchodzą. Że nie budują stosunków z innymi na nieufności. Że rodziny się wzajemnie wspierają. Że ludzie starsi i dzieci cieszą się poszanowaniem. Wygląda to na kraj z bajki? Cyprian Kamil Norwid opisał na emigracji swoją tęsknotę słowami: „Za tym krajem, w którym każdy okruch chleba podniesiony zostaje z ziemi z szacunku do darów nieba, tęsknię, o Panie”. Nie całkiem tak patetycznie, bardziej odpowiadając duchowo XXI wiekowi, raczej nieco ironicznie, pisze, w Polsce żyjący niemiecki celebryta Steffen Möller: „Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym Bóg, ojczyzna i honor mają znaczenie”. Dokładnie.

    Prawdopodobnie odczuwam to tak, jak wielu rodaków od dawna żyjących zagranicą. Z wiekiem staje się coraz bardziej wyraźnym, jak niepowtarzalny jest ich kraj i, dziwiąc się, dochodzą do wniosku, jak bardzo tęsknią do wartości, które tam w dużej części zachowały swoją ważność. Przy tym nie zauważają, że prawdopodobnie tęsknią za własną młodością. Szukają miejsc swoich wspomnień, których i tak nigdzie nie ma. Oczywiście wiedzą, że wspomnienia mogą zawodzić. I widać, że nie tylko polscy emigranci tęsknią w podeszłym wieku za ojczyzną. Niemiecki filozof, Hoelderlin, wrócił pod koniec swego życia po długim pobycie w Bordeaux na pieszo do swego miejsca urodzenia, Stuttgartu. Tego zamiaru nie mam. A jeśli kiedyś, to na pewno nie na pieszo.
    Kiedy tak żarliwie opiewam moją ojczyznę, zadaję sobie pytanie: dlaczego nie wychowałam dzieci dwujęzycznie?  (czytaj dalej –>)

  • Studium w czerwieni

    Fragmenty książek

    Przemek Corso Studium w czerwieni (fragment)

     

    – Chcę przesłuchania. – Jego mięśnie dosłownie zatrzeszczały. Nie miał w pobliżu niczego, w co mógłby uderzyć, dlatego po prostu zacisnął mocniej szczęki. Znowu odsunąłem się o krok w obawie, że mógłby się na mnie wyżyć. – Chcę mieć pewność, do kurwy! Rozumiesz? Kapujesz, ziom-ziom? Obdzwonię wszystkich, rozumiesz? Pomogę wam namierzyć tego fiuta, który zabił tamtego dzieciaka. Zadzwonię do każdej łysej pały, każdego czarnucha i każdego Cygana, który mógł być tamtej nocy w pobliżu Lil’Rose! Ale teraz… zajmij się Rudym!

    Zachowujesz się jak nasterydowany królik z reklamy paluszków AA, pomyślałem ze strachem. Ciekawe, jak dużo musiał ćpać? Dopiero po chwili dotarło do mnie, co tak naprawdę powiedział. Obdzwoni wszystkich? Patrząc na niego, straciłem jakiekolwiek wątpliwości. Pomoc Haydena naprawdę mogła przyśpieszyć śledztwo! Głośno zaczerpnąłem powietrza i powoli wypuściłem je nosem. Przynajmniej uświadomiłem sobie, że te odwiedziny w królestwie pana w czerwonym dresie naprawdę mają jakiś cel. Wyższy cel. Cel uświęca środki. Tak mówiła moja mama.
    – Dobra, zróbmy to… – powiedział mój przyjaciel i podrapał się w ucho. – Jakiego używasz telefonu?
    Hayden wydał z siebie dziwny dźwięk, który mógł oznaczać, że nie zrozumiał pytania.
    – IPoda – wydukał.
    – Jest mi potrzebny.
    Spoglądałem to na jednego, to na drugiego.
    – Mój iPod? – zdziwił się.
    – Będę potrzebował jeszcze czegoś…
    – Czego? – Hayden wręczył mu telefon.
    Ja tylko stałem z rękoma splecionymi na klatce piersiowej i czekałem na przebieg wydarzeń.
    – Masz tu jeszcze jakiś sprzęt?
    Oczywiście, że miał. Już wspominałem.

     

    ***

     

    Gra polegała na tym, że na dotykowym ekranie telefonu wyświetlały się piersi. Trzeba było szturchnąć jedną lub drugą palcem, a one kołysały się uspokajająco (czytaj dalej –>)

  • Historia nieudanej ucieczki z miasta Warszawy

    Fragmenty książek

    Krzysiek Szymczak Historia nieudanej ucieczki z miasta Warszawy (fragment)

     

    Okazuje się więc, że podróżując, z czasem coraz częściej odnajdujemy przyjemność w nieoczekiwanych momentach, podczas gdy te długo planowane kończą się fiaskiem i rozczarowaniem. W szczególności rodzi się w nas niechęć do wszelkiego rodzaju atrakcji figurujących w pierwszej dziesiątce na listach „Do zobaczenia”. Z całym szacunkiem, ale żeby leźć do każdego muzeum, które figuruje w przewodniku, to dla mnie niepojęte. Szczególny to wszak rodzaj podróżowania, gdy większość czasu spędzamy wśród innych zwiedzających. Z czasem pragniemy uciec od nich jak najdalej, by choć przez chwilę żyć życiem miejsca, w którym się znajdujemy. W Kioto ciężko przeżyłem wizytę w obleganej świątyni Kiyomizu-dera i dopiero spacer odległymi uliczkami dzielnicy Gion przyniósł pojednanie z miastem. W Luksorze gotów byłem dołączyć do nieboszczyków spoczywających w Dolinie Królów, żeby tylko uwolnić się od wszechogarniającej turystycznej plagi. Kulminacja rozpaczy nastąpiła jednak w Cuzco, w Peru, w którym wizyta zapisała się w mojej pamięci czarnymi zgłoskami. Po czterdziestu pięciu minutach spędzonych na Plaza Regocijo, w czasie których zjadłem najdroższą i najgorszą pizzę w swoim życiu oraz nie kupiłem siedmiu obrusów, pięciu obrazków i trzech misek, byłem gotów strzelić w pysk każdego (czytaj dalej ->)

  • Schyłek zimy

    Fragmenty książek

    Jędrzej Morawiecki Schyłek zimy (fragment)

     

    No właśnie. Brakuje nam forsy na browar. Przeinwestowaliśmy: kupiliśmy bele wełny mineralnej i wymurowaliśmy na nowo zwalony komin. Tłumaczymy sobie z Asią, że musieliśmy dokonać napraw. Inaczej dom by się sfajczył, mogło cofnąć ciąg, mogła pójść iskra pod dach. I tak zwlekaliśmy z remontem zbyt długo. Z kolei dzięki wełnie ciepło nie ucieka wprost w eternitowe płyty. Nie da się żyć w domu stale przypominającym wiejski skłot, szczególnie jeśli chcemy funkcjonować w normalnym obiegu.
    No ale pieniędzy zaczyna brakować.
    Sprawdzamy Internet. Czekamy na honorarium za pracę przy konferencji naukowej. Sławoj obiecał, że hajc przyjdzie szybko, ale konto ciągle jest puste.
    Siedzimy w sieci, gapimy się bezradnie na stronę bankową. W końcu przełączamy okno, sprawdzamy w outlooku pocztę elektroniczną.
    Przyszedł mejl od Arka.
    Arek z gór śle kolejne zaproszenia na swoje wernisaże, na wielkie imprezy w Warszawie. Zaproszenia przysyła przez swego osobistego agenta, w formie zbiorowego listu, upstrzonego ikonami sponsorów. To jednak nie ma większego znaczenia.
    Ważne, że Arek po latach samotnej, błyskotliwej kariery odnalazł szczęście. Mieszka z Magdą w Karkonoszach. Prowadzą schronisko na końcu świata, w skalistym kotle, w którym czas rozłazi się w rześkiej mgle. Magda przybiera na wadze, okrągleje. Arek promienieje. Czekają na synka.
    Arek mówi o szczęściu, czasem jednak w jego słowach pobrzmiewa dawna żądza, smak gonitwy za sprzętem, strach przed wypadnięciem z obiegu, pretensja do wyższych zarobków, do stawek za reklamowe zdjęcia porównywalnych z tymi dla konkurentów z Zachodu (czytaj dalej ->)

  • Dusza Góry

    Fragmenty książek

    Joanna Żak-Bucholc Dusza Góry (fragment)

     

    To wiatr zapędził ich na nasze piaski. Może tak powinnam rozpocząć, bo kto wie, czy nie wtedy morze przyniosło pierwszy znak. Jeden statek z połamanym masztem. Któż się tym przejął? Nie było to nic nowego. Nikt ze statku nie zginął, byli tylko wyczerpani. I jak się okazało – bez swojej ziemi, na którą mogliby wrócić i na której mogliby żyć, ich podróż bowiem była wygnaniem. Powiedzieli nam to potem, kiedy trochę wydobrzeli i nauczyli się już chociaż kilku słów w naszej mowie. O ludzie Kephtiu w portach i wielkich miastach Wschodniego Lądu oraz wielkiego półwyspu Anu, wysuniętego daleko w morze z linii ziem na wschodzie, w Rere, w Bybele, w Gerseo, powiadało się, że był pierwszym, który ujarzmił morze, że nasze statki były najlepsze, jakie dotąd zbudowano, a handlowe szlaki okrywaliśmy tajemnicą, ale pogłoski głosiły jeszcze, że nasi żeglarze wypływają nawet do zachodnich słupów Zielonego Oceanu. To wszystko zresztą było prawdą. Wiedzieli o nas tyle, co potrzeba, byśmy wzbudzali respekt i nie nam trzeba było potwierdzeń, że Kephtiu nie mieli sobie równych w żeglarskiej sztuce, szkutnictwie i odwadze, jaką trzeba mieć pośród wzburzonych fal. O naszym bogactwie rozpowiadano tam legendy, nie raz i nie dwa przesadzone, lecz nie było śmiałków, którzy poważyliby się na wyprawę dla ich zagarnięcia, Kephtiu kontrolowali ocean, zaś o naszych potyczkach i walkach z piratami, których dzięki swym okrętom i łucznikom wyparliśmy z tych wód, każdy pamiętał do dziś, choć długie lata upłynęły od tego czasu. I właśnie tu, na Wyspę, dumę wszystkich Kephtiu rozsianych po pobliskich wyspach i wysepkach, przywiódł Aharianów z Gerseo morski traf, kapryśny los (czytaj dalej ->)

  • Wspomnienia i zapiski

    Fragmenty książek

    Hugo Steinhaus Wspomnienia i zapiski (fragment):

     

    Towarzystwo Matematyczne rozwinęło się niebywale; posiedzenia odbywały się co tydzień i nieraz były trzy referaty na jednym posiedzeniu. Liczba rezultatów oryginalnych we Lwowie wynosiła kilkadziesiąt rocznie.
    Żona Banacha wpadła na oryginalny i dowcipny pomysł. Ponieważ matematycy schodzili się zwykle w kawiarni „Szkockiej”, kupiła gruby oprawny zeszyt, który otrzymał nazwę „Książki Szkockiej”. Ta książka pozostawała na przechowaniu w kawiarni, a każdy mógł jej zażądać, wpisać zagadnienia z datą i podpisem, a także rozwiązanie. Książka ta obejmowała kilkaset zagadnień, obok wielu z nich były nagrody wyznaczone przez stawiającego. Były zagadnienia, które obiecywały tylko małe piwo lub czarną kawę, i inne, za które można było otrzymać cały obiad lub żywą gęś. Były i takie, za które można było dostać fondu a la creme w Genewie. O książce tej wiedzieli także i ci, którzy nigdy nie byli we Lwowie; bardzo wiele zagadnień pochodziło od Banacha, Mazura i Ulama.
    Charakter matematyki lwowskiej zmieniał się w sposób widoczny. Zaczynali wyrabiać się specjaliści w różnych dziedzinach. Mazur zajmował się liniowymi metodami summacji (czytaj dalej ->)

  • Długi dzień

    Fragmenty książek

    Tadeusz Rybowski Długi dzień (fragment):

     

    Kasia odczekała, aż mąż wyjdzie, po czym powoli wstała i podeszła do okna. Znów padało. Ziewnęła głośno, przeciągnęła się. No, wreszcie Adam poszedł sobie do szpitala! Bardzo lubiła poranne chwile samotności. Chociaż mieli trzy pokoje, sypiali z Adamem razem. Z jednego pokoju nie korzystali, wynajmowali go studentkom. W drugim urządzili sobie living room, gdzie oglądali telewizję lub przyjmowali gości, gdy ktoś się zjawił.
    Adam rozczulał ją swoją troskliwością, pragnieniem nieprzeszkadzania jej rano. Czasami jednak denerwował ją ten jego rytuał. Kiedyś obserwowała go przez półprzymknięte oczy, kiedy przełaził nad nią rozkraczony, ostrożnie, aby jej nie obudzić. Gdyby wiedział, jak śmiesznie wtedy wyglądał! Właściwie to chyba niedobrze, gdy mężczyzna, z którym się żyje, staje się zabawny. Chociaż po tylu latach wspólnego pożycia (byli małżeństwem od piętnastu lat) ludzie tak się do siebie przyzwyczajają, że przestają na siebie reagować. Dobrze przynajmniej, że nie zbliżył się do niej tej nocy. Po kilku koniakach stawał się agresywny, nie zdając sobie sprawy z tego, że te rzeczy nie biorą jej już jak dawniej. Czy ją to zresztą kiedyś brało? Adam nie był zbyt pomysłowy w tych sprawach, chociaż zdawało mu się, że jest inaczej. Gdy byli młodym małżeństwem, pytał ją niekiedy po zbliżeniu, czy było dobrze, a ona odpowiadała, że tak, chociaż często bywało inaczej. Nie miało to zresztą większego znaczenia; i tak ceniła go bardziej jako człowieka niż jako mężczyznę, miała do niego zaufanie, dobrze zarabiał i zapewniał jej wygodną i spokojną egzystencję. Nigdy nie zazdrościła koleżankom, kiedy opowiadały o swoich przeżyciach erotycznych, chociaż może czasami było jej żal, że nie jest tak, jak być mogło. Nie warto się przejmować takimi głupstwami, kiedy się ma czterdzieści trzy lata (czytaj dalej ->)

  • Dom pod lipą / Das Haus unter der Linde

    Fragmenty książek

    DOM

    Dom liczył sobie sto lat i przez wiele lat stanowił siedzibę pastora. Zapewne tak byłoby po dziś dzień, gdyby nie druga wojna światowa. Ze wszystkich domów odeszli, płacząc, niemieckojęzyczni mieszkańcy wsi, przybyli nowi – ocierający łzy po stracie ojcowizny za wschodnią granicą, zżerani tęsknotą, przycupnęli na tej nowej ziemi obiecanej.
    Stojący nieopodal niewielki kościół, zbudowany z czerwonej cegły, był rówieśnikiem domu. Jego strzelista wieża konkurowała z otaczającymi górami. Na samym szczycie wieży stał krzyż, poniżej – tarcza zegara, od lat pokazująca tę samą godzinę, w środku znajdowały się dzwony. Żal, że z upływem lat odzywały się one tylko raz w miesiącu, gdy na nabożeństwo zjeżdżali się wierni Kościoła ewangelicko-augsburskiego oraz pastor z samego Kłodzka.

     

     

    Das Haus

    Das Haus war hundert Jahre alt und war Sitz des Pastors. Sicherlich, hätte es den Zweiten Weltkrieg nicht gegeben, wäre es bis heute dabei geblieben. Aus allen Häusern gingen weinend die deutschsprachigen Dorfbewohner hin, her kamen die neuen – die Tränen aus den Augen wischend nach dem Verlust ihres Vaterlandes hinter der Ostgrenze, von Sehnsucht
    verzehrt, kauerten sie sich auf das neue gelobte Land.
    Die unweit stehende kleine Backsteinkirche war mit dem Pfarrhaus gleichaltrig. Ihr hochaufragender Turm wetteiferte mit den umliegenden Bergen. Auf dem Gipfel stand ein Kreuz, darunter war eine Uhrscheibe, die seit Jahren dieselbe Uhrzeit anzeigte, drinnen waren die Glocken. Schade, dass sie im Laufe der Zeit nur einmal im Monat ertönten, wenn zum Gottesdienst die Gläubigen der Evangelisch-Augsburgischen Kirche und der Pastor aus Glatz zusammenkamen.

    (czytaj dalej ->)

  • Wybór wierszy

    Fragmenty książek

    Jacek Łukasiewicz Wybór wierszy (fragment):

     

     

     

     

     

     

     

    ***

     

    Tak kochają się traszki.
    Pięknym na pohybel.
    Dwa brzydkie ciała
    w zaciekłej podróży.

    (1968)

     

     

     

    ***

     

    Oprócz podróży są także powroty.
    Książki pożółkły, ludzie się postarzeli.
    To pierwsze wrażenie, nie ulegaj mu pochopnie.
    Ty, inny, spotykasz kogoś, kto czekał
    aż będziesz umiał go rozumieć.
    Ciesz się spotkaniem – powrotem i podróżą jednocześnie,
    Ciesz się spokojnie, z teraźniejszym swoim pulsem i potem.
    Nie musisz się spieszyć. Zdążysz.
    Jeśli przerwiesz rozmowę, przerwiesz ją we właściwej chwili.
    I nie prowadź tego wiersza nierozważnie,
    do pospiesznej pointy.

     

     

    (czytaj dalej ->)

  • Zobacz wszystkie | Strony: 1 2 Następna »